2025-03-30
12:30:00

31:28



Zobacz więcej
2025-03-30
18:00:00

33:26



Zobacz więcej
2025-03-30
12:30:00

31:28



Zobacz więcej
2025-03-30
18:00:00

33:26



Zobacz więcej
2025-03-31
20:30:00

32:33



Zobacz więcej
2025-03-31
20:30:00

32:33



Zobacz więcej
2025-04-04
18:00:00

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-05
18:00:00

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-05
18:00:00

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-05
16:00:00

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-05
00:00:00

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-05
00:00:00

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-05
00:00:00

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-05
00:00:00

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-05
00:00:00

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-05
00:00:00

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-05
00:00:00

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-06
16:00:00

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-06
12:30:00

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-07
20:30:00

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-03-30

31:28



Zobacz więcej
2025-03-30

33:26



Zobacz więcej
2025-03-31

32:33



Zobacz więcej
2025-04-04

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-05

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-05

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-05

0:0
0:0


Zobacz więcej
2025-04-05

0:0
0:0


Zobacz więcej



2025-03-02 17:49:32
Michał Wołowicz

Azoty Puławy pokonują Śląsk. 16 porażka z rzędu wrocławian

Pomimo piętrzących się problemów kadrowych Azoty Puławy pokonały we własnej hali Śląsk Wrocław w 21. serii ORLEN Superligi. Gospodarze kontrolowali spotkanie przez większość czasu prowadząc różnicą trzech-czterech bramek i dość pewnie doprowadzili do zwycięstwa. Śląsk po zatrudnieniu Patrika Liljestranda i zimowych transferach ciągle czeka na przełamanie serii porażek. Ostatnie zwycięstwo odnieśli 28 września, w tym czasie dwukrotnie doprowadzając do remisu, ale przegrywając w rzutach karnych. Teraz, po zwycięstwie Zeptera KPR Legionowo po raz pierwszy w sezonie spadli na ostatnie miejsce w tabeli i widmo spadku coraz bardziej zaczyna zaglądać im w oczy.

Azoty znakomicie zaczęły mecz. Wynik z rzutu karnego otworzył Łukasz Gogola, w kolejnej akcji trafił Marciniak i nie było wątpliwości po czyjej stronie jest inicjatywa w pierwszych minutach meczu.Śląsk nie był w stanie zagrozić Azotom w żadnym elemencie gry. W ataku nie potrafił wypracować dobrych pozycji co wymuszało nieprzygotowane rzuty, w obronie z kolei pozwalał rywalom na skuteczne rozgrywanie akcji na dużym luzie i wysokiej skuteczności zaczynając od prowadzenia 6-1. Nawet kiedy interwencje zaliczał Marcin Młoczyński, Śląsk nie potrafił przenieść tego na łatwe bramki zaliczając straty lub przegrywając pojedynki z bramkarzem Azotów. W zespole gospodarzy tradycyjnie dużo dobrego robił Łukasz Gogola, co prawda jego rzut karny obronił Młoczyński, ale regularnie trafiał z gry, dobrze kierując grą puławian ze środka rozegrania. 

Drugi kwadrans zaczynał się z czterobramkową przewagą Azotów, ale chwilę później w końcu trochę wiatru w żagle złapali wrocławianie. Najpierw w trudnej sytuacji po wejściu na kontakcie na szósty metr bramkę zdobył Kacper Adamski, następnie po przechwycie w kontrataku skuteczny był Szymon Mucha zmniejszając stratę do dwóch bramek. W 22. minucie meczu doszło do nietypowej sytuacji. Po skutecznej interwencji Śląska w obronie piłkę w kontrataku dostał Jakub Wielgucki, ale daleko przed polem bramkowym został sfaulowany przez... bramkarza Azotów Zurabiego Tsintsadze. W efekcie tego zagrania Tsintsadze otrzymał czerwoną kartkę, co było o tyle istotne dla Śląska, że do tej pory bronił z niezłą 33% skutecznością. Paradoksalnie nie przyniosło to jednak poprawy sytuacji Śląska. Okres od czerwonej kartki do końca pierwszej połowy puławianie wygrali 5:3, a wynik nie był wyższy tylko dzięki broniącemu ze skutecznością powyżej 40% Marcinowi Młoczyńskiemu.

Pierwsze akcje drugiej części meczu nie przyniosły bramki dla żadnej ze stron. Najbliżej bramki był Śląsk, ale rzutu karnego nie wykorzystał Wojciech Granowski. Po pięciu minutach w końcu trafiił Jan Antolak wyprowadzając Azoty na najwyższe w meczu, pięciobramkowe prowadzenie. Śląsk cały czas miał ogromne problemy przede wszystkim w ataku, a przestoje w zdobywaniu bramek przerywały wyłącznie indywidualne akcje Kacpra Adamskiego. W końcu na przestrzeni kilku minut karne wywalczone przez Salacza i Majewskiego na bramki zamienił Hubert Kornecki, ale żeby wrócić do walki o punkty wrocławianie musieli wypracować sposób na regularne zdobywanie bramek bez polegania wyłącznie na siódemkach.

W końcu tak się stało, a odpowiedzią okazały się kontrataki w pierwsze i drugie tempo. Dobrą formę między słupkami podtrzymywał Młoczyński, a Śląsk w końcu zaczął to wykorzystywać. Najpierw w ataku pozycyjnym Adamski świetnie odnalazł Salacza, który zamienił podanie na bramkę, a następnie w szybkich akcjach po skutecznej akcji defensywnej trafiali Jankowski i Adamski doprowadzając do pierwszego od początku meczu remisu.

Gospodarze jednak w porę wrócili do dobrej gry i już na kwadrans przed końcem meczu znowu prowadzili trzema bramkami po trafieniach Janikowskiego i Marciniaka. Wystarczyło poprawić skuteczność i regularnie pokonywać Młoczyńskiego, bo w ataku pozycyjnym cały czas Śląsk radził sobie najwyżej przeciętnie. Ostatnie minuty to kontrola sytuacji ze strony Azotów. Gospodarze specjalnie nie forsowali tempa, ale gra bramka za bramkę satysfakcjonowała ich w stu procentach. 

Azoty Puławy - Śląsk Wrocław 30:27 (15:11)

MVP: Wojciech Borucki (Azoty Puławy)

Azoty: Tsintsadze (33%), Borucki (32%) - Gogola 7, Janikowski 5, Górski 5, Marciniak 4, Dikhaminjia 3, Jaworski 3, Antolak 2, Zarzycki, Przychodzień.

Śląsk: Młoczyński (38%) - Kornecki 6, Adamski 5, Cherkashchenko 4, Salacz 3, Mucha 3, Cepielik 2, Wielgucki 2, Jankowski 1, Granowski 1, Majewski, Gądek, Kołodziejczyk.